Straciłem biografię Toma Waitsa. Najpewniej bezpowrotnie. Przyznam się, że tęsknię do tej książki wyjątkowo. Dlatego, że Waits jawi się tam nie tylko jako nieprzeciętny artysta, ale także jako zwykły człek z małym patentem na siebie samego. Śliczny żywot wiedzie, jasność aż bije z jego życiorysu. Rodzina, dzieciątka, możliwość utrzymywania się z robienia tego, co się kocha, piękna żona u boku i ciekawe znajomości. Cóż z tego, że przez ¾ swojego życia snuje sentymentalne i przygnębiające ballady o wszelkiej maści odszczepieńcach. Sam nie ma prawa czuć się wygnańcem. Ludzie takich jednostek jak Waits potrzebują, żeby móc się na nich oprzeć niczym na wygodnym fotelu. Potem już tylko pilot, już kakao i jajecznica... Dalej jeszcze telewizja i już spać. I tak w kółko. Waits zaś nie będzie się przejmował, nie będzie stroił fochów zacinając się w środku „Step Right Up” z prostego powodu – niewielu go już słucha na winylach. Z resztą ten starzejący się gentleman naprawdę ma inne, znacznie ciekawsze rzeczy, którymi może się zająć.Rano delikwent wstaje do roboty, w komórce leci radio, bo inaczej nudno byłoby jechać tramwajem. Przydałaby się książka, ale kto o tym pamięta, kto ma zdrowie o 7 rano wertować Ulissesy i Czarodziejskie Góry? A przydałoby się, przydałoby, bo wraz z wejściem słonka w zenit, czas w dziwaczny, pokręcony sposób przyspiesza i potem już tylko nawał pierdół, o których nie będzie się pamiętało dwa dni później.
Wszystko to z prostego powodu – ludzie patentu na siebie nie mają. Nie przysiądą, na własne kolana nie padną, nie pomyślą. Zasłaniają się zaś innymi, tymi jaśniejszymi od siebie, pozornie (lub przeciwnie) ciekawszymi, na ich kolana chcą padać!
Ich marzenia rozpływają się wraz z ostatnimi nutami „Blue Valentine”. Sprzęt hi-fi milknie, ale kogo to obchodzi – delikwent już chrapie i śni mu się pierwszy pocałunek.
PS Użyłem określenia „delikwent” dwa razy w tym tekście. Czy powinienem zrobić z niego postać literacką? Pisać z wielkiej litery, napuszyć się przy nim troszkę?
PS 2 Dajmy sobie z tym spokój.
Kidriv

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz