Co powinien zrobić człowiek, który z całą świadomością zobowiązał się coś zrobić? Zrobić to? Nie! Dzień po złożeniu obietnicy wysłać esemesa z internetu i poinformować w nim, że jednak tego nie zrobi. To, że rozpierdala tym samym czyjeś misterne i napięte plany, nie powinno mieć żadnego znaczenia. Przecież wystarczy proste: "Przepraszam, jednak nie mogę"...Niestety, i przekonuję się o tym na każdym kroku, nasze pokolenie jest pokoleniem pierdolonych eunuchów, nie wiedzących, co to odpowiedzialność. Dane słowo nie liczy się na tym zasranym świecie niemal dla nikogo. Czy zdarzyło Ci się, Czytelniku, że Twój znajomy, chłopak, dziewczyna, czy przyjaciel permanentnie spóźnia się na spotkania z Tobą? I nie o 5, a o 20 albo i więcej minut, nigdy nie dając też znać, że przyjdzie później? Czy zdarzyło Ci się, Czytelniku, że ktoś Ci coś obiecał, coś zupełnie niewielkiego, w gruncie rzeczy niewymagającego wysiłku i długo zwlekał z realizacją obietnicy, używając coraz to innych wymówek? Albo tej jednej, najbardziej wkurwiającej: "Zapomniałem". Tak, jakby to było uzasadnienie. Czy zdarzyło Ci się, że ktoś podjął wobec Ciebie jakieś poważne zobowiązanie, a następnie perfidnie Cię olał? Twierdząc w dodatku, że nie robi nic złego? Mi się zdarzyło, a jeśli Tobie nie, to powiedz mi, dlaczego to na mojej drodze stają nieodpowiedzialne matoły? Niech sobie będą, ale mnie niech omijają szerokim łukiem!
Tyle, że tych matołów jest mnóstwo.
Moi rówieśnicy, tak na ogół zajęci walką o swoje prawa, tak na ogół postępowi i chcący wszystkim dokoła pomagać (homosiom, biednym, dzieciom, krajom trzeciego świata), współczesna młodzież, która o swoje cele i ideały walczy z podziwu godnym uporem, sama w istocie jest - a właściwie tworzące ją jednostki - niewiele warta. Pojęcia honoru czy uczciwości zatarły się, albo zmieniły swoje znaczenie. Teraz ludzie czują się urażeni nie tym, że ktoś zarzuci im kłamstwo, albo tchórzostwo, a tym, że np. ktoś sądzi, że muzyka, której słuchają jest gówniana, albo że są źle ubrani. Ludzie gardłują na polityków-złodziei, że ci nie dotrzymują obietnic wyborczych, a ja pytam: dlaczego mieliby to robić? Powszechną praktyką społeczną jest niedotrzymywanie słowa. W życiu prywatnym (rosnąca liczba rozwodów), w życiu gospodarczym (np. umowy opcyjne), w życiu politycznym (rzeczeni politycy), w życiu po prostu. Powracając do 'buntowniczej' młodzieży, przypuszczam, że to jakaś głębsza psychologia: człowiek w głębi duszy wie, że jest zerem, więc kompensuje to sobie walcząc z zazwyczaj abstrakcyjnymi i odległymi mu wrogami (np. HIV w Afryce)... Zamiast tego, mógłby po prostu być porządnym i słownym człowiekiem, o wiele bardziej przysłużyłby się ludziom. Ale nie - to zbyt trudne. Pierdolenie farmazonów nic nie kosztuje. A praca, jaką trzeba włożyć w relacje z innymi, w wypełnianie zobowiązań, tak.
Nie sądzę, żeby ludzie, którym się nie chce, którzy olewają to, co sami mówią, mieli jakąś wartość. Może dla Boga mają, dla mnie - nie.
Sted
PS Na zdjęciu: Joker. "I am a man of my word" - mówił o sobie w "Dark Knight" i niszczył innych, zgodnie z obietnicą. To świadectwo, że nie wystarczy być słownym, trzeba jeszcze mieć jakiś kodeks wartości. A o to w dobie wszechobecnego lewactwa trudno.
PS 2 Najgorsze jest to, że ludzie są po prostu idiotami, nie będącymi w stanie zrozumieć, gdzie popełniają błąd.
