niedziela, 9 sierpnia 2009

Smutne żywoty mieszkańców świata (z Tomem w tle)

Straciłem biografię Toma Waitsa. Najpewniej bezpowrotnie. Przyznam się, że tęsknię do tej książki wyjątkowo. Dlatego, że Waits jawi się tam nie tylko jako nieprzeciętny artysta, ale także jako zwykły człek z małym patentem na siebie samego. Śliczny żywot wiedzie, jasność aż bije z jego życiorysu. Rodzina, dzieciątka, możliwość utrzymywania się z robienia tego, co się kocha, piękna żona u boku i ciekawe znajomości. Cóż z tego, że przez ¾ swojego życia snuje sentymentalne i przygnębiające ballady o wszelkiej maści odszczepieńcach. Sam nie ma prawa czuć się wygnańcem. Ludzie takich jednostek jak Waits potrzebują, żeby móc się na nich oprzeć niczym na wygodnym fotelu. Potem już tylko pilot, już kakao i jajecznica... Dalej jeszcze telewizja i już spać. I tak w kółko. Waits zaś nie będzie się przejmował, nie będzie stroił fochów zacinając się w środku „Step Right Up” z prostego powodu – niewielu go już słucha na winylach. Z resztą ten starzejący się gentleman naprawdę ma inne, znacznie ciekawsze rzeczy, którymi może się zająć.

Rano delikwent wstaje do roboty, w komórce leci radio, bo inaczej nudno byłoby jechać tramwajem. Przydałaby się książka, ale kto o tym pamięta, kto ma zdrowie o 7 rano wertować Ulissesy i Czarodziejskie Góry? A przydałoby się, przydałoby, bo wraz z wejściem słonka w zenit, czas w dziwaczny, pokręcony sposób przyspiesza i potem już tylko nawał pierdół, o których nie będzie się pamiętało dwa dni później.

Wszystko to z prostego powodu – ludzie patentu na siebie nie mają. Nie przysiądą, na własne kolana nie padną, nie pomyślą. Zasłaniają się zaś innymi, tymi jaśniejszymi od siebie, pozornie (lub przeciwnie) ciekawszymi, na ich kolana chcą padać!

Ich marzenia rozpływają się wraz z ostatnimi nutami „Blue Valentine”. Sprzęt hi-fi milknie, ale kogo to obchodzi – delikwent już chrapie i śni mu się pierwszy pocałunek.

PS Użyłem określenia „delikwent” dwa razy w tym tekście. Czy powinienem zrobić z niego postać literacką? Pisać z wielkiej litery, napuszyć się przy nim troszkę?
PS 2 Dajmy sobie z tym spokój.

Kidriv

sobota, 8 sierpnia 2009

Myśl na niedzielę

'By móc przypisywać rzeczom znaczenie, trzeba wierzyć w Boga'
Nicolas Gomez Davila

To właśnie z tej przyczyny radości współczesnego człowieka są tak mdłe - bez znaczenia.

piątek, 7 sierpnia 2009

Miłość. Romantyczna miłość

Miłość. Romatyczna miłość. To piękna sprawa. Drżenie rąk, przyśpieszony oddech, rumieniec na twarzy i ona - stojąca przed Tobą bogini.

Potem sielanka. Jeśli ona odwzajemnia, oczywiście. Sielanka, czyli szalone noce pozbawione poczucia odpowiedzialności za pokolenia. Tylko przyjemność, radosny śpiew ptaków i zapach jej włosów.

Trzeba włożyć na jej palec pierścionek. Zobowiązanie. Miłość kwitnie w najlepsze, więc pierścionek włożyć łatwo. Leży jak ulał. "Młodzi - pięknie się kochają"- mówią staruszki, wychowane w innych, nienowoczesnych czasach.

"Tak, aż do śmierci" - pada przyrzeczenie. Łzy, Bóg mi świadkiem, hulanki, swawole i pierwsza legalna sprośność. Nie trzeba się już wstydzić.

To jest romantyczna miłość. Gratuluje rodzina, winszują przyjaciele.

Potem siła rozpędu i dzieci. Kilka lat i znużenie. Haj nie trwa wiecznie. Trzeba się obejrzeć wokoło. Tyle szczęśliwych twarzy, dlaczego mi jest tak ciężko?

Ratujemy, co się da - jak śpiewa Budka. Ale nie wychodzi. Im bardziej staramy się w Niej/Nim dostrzec to, co dostrzegaliśmy kiedyś, tym bardziej nas boli. Bo nie widzimy.

Wtedy pojawia się Ktoś. Lepszy, jaśniejszy, świeży. Ma pomysł, a poza tym jest czuły i nie jest zgorzkniały. Przychodzą dni, miesiące, lata rozterki i życie dzielone na dwa. Wreszcie decyzja. Dzieci - to problem, a wspólne sztuczne, respiratorem podtrzymywane szczęście - do kasacji. Jak samochód. Nawet mercedesy się starzeją. Cóż poradzić?

Kolejna romantyczna miłość. Tym razem nie zalegalizują jej w Kościele, ale czujemy, czujemy, że wreszcie trafiliśmy na osobę jedyną. Nam przeznaczoną. Ból naszych dotychczasowych bliskich ważymy długo, aż w końcu w porównaniu z naszym nowym szczęściem nic nie waży.

Romantyczna miłość. Poryw serca i intuicja. Ryzyko, strach, ale może wielka wygrana. Tylko czemu budzisz się i myślisz o kolejnej loterii? Czekasz na następną kumulację? Czemu to, co masz znów wydaje Ci się niewystarczające?

Romantyczna miłość. Tak...

środa, 5 sierpnia 2009

Nergal czyli krótkowzroczność Polaków


Jacy Polacy są krótkowzroczni... Strasznie łatwo przychodzi im naśladowanie osoby stojącej obok, która z kolei naśladuję tę obok siebie i tak do końca świata Polaka.

Naśladujemy przede wszystkim w wybrzydzaniu. Ta forma integracji pasuje nam najbardziej. Dopuścić się ostracyzmu na kimś, spuścić w kulturalno-polityczno-towarzyski niebyt. To lubimy, tym się chełpimy na forach internetowych i innych. Ale czy istnieje jeszcze człowiek, który spontanicznie bierze sobie do serca komentarze w rodzaju 'Jan Paweł II skończył się na Master of Puppets' ?

Miałem pisać o czymś innym zgoła, lecz Sebastian ubiegł i wrzucił swojego posta na temat Dody, Nergala i interpretacji Biblii. O Adamie 'Nergalu' Darskim akurat ostatnio głośno się zrobiło, warto chyba wyjaśnić co też on wyczynia aktualnie. A mianowicie sprzeniewierza się bowiem swojej religii, jaką jest Satanizm, oszukuje i jawnie naśmiewa się ze swoich fanów, godzi w nich ostrzem z różowym napisem 'Doda'! Głosy oburzenia przetaczają się przez metalowe salony, a smród po osobnikach którzy je wypowiadają, nie ustępuje jeszcze długo po ich zniknięciu.

Fakt, że Nergal wykorzystuje Biblię jako koncertowy rekwizyt z miłą chęcią wrzucę do worka festyniarskich chwytów, mających pogrubić (raczej wytłuszczyć) muzyczny przekaz, którego przeciętny człowiek z growlingu Nergala przecież nie wychwyci. Muzyka posługuje się symbolami, to normalna sprawa. Jedni wieszają nagie kobiety na krzyżach, inni jedzą nietoperza, jeszcze inni wykorzystują hitlerowską symbolikę (patrz Joy Division). Wyliczać można długo, a mnie dawno przestało to bawić i przestałem reagować na zaczepki w stylu pamiętnego:

"Wyobraźcie sobie, że wspinacie się na Golgotę i nie przeżywacie żadnego pieprzonego katharsis! Od 30 lat moja wiara się nie zmieniła - Antychrstian Phenomenoooooon!!"

przestałem.

Krzyczał tak Nergal na Mystic Festivalu w Spodku, przez co mój znajomy przez kilka godzin systematycznie zjeżdżał jego poziom inteligencji. Trzeba przyznać, że chłopstwem owa myśl zaleciała, a to stoi w sprzeczności z wizerunkiem Nergala jako natchnionego filozofa. No ale nic to. Nergalowi stop! Wróćmy do Dody.

W Polsce wrze. Jak to możliwe, żeby taka kiczowata, plastikowa i silikonowa lalunia, co to inteligencją nie grzeszy, związała się z pierwszym Satanistą w kraju Lecha? Faktycznie wrze u nas jak w piekle jakimś, tymczasem jednak zapraszam do zachodnich mediów, gdzie taka sytuacja jest normalnością. Czy Dave Navarro widział jakąś przeszkodę przed związaniem się z Carmen Electrą? Czy Tommy Lee stracił swoich fanów po związku z Pamelą Anderson? Dajcie spokój, to są zbyt ładne dziewczęta, żeby można było się o nie obrażać. Zachód Nergala chwali i cieszy się z jego szczęścia, miłości, czy jak tam ten związek z Dodą zwać. Wszyscy przyklaskują - Polacy narzekają. A mogliby chociaż w jednym temacie dać sobie spokój z marudzeniem.

PS Wolałbym jeszcze wspomnieć o włożeniu w nawias wizerunków scenicznych obu gwiazd polsko-zagranicznej sceny wokalno-instrumentalnej. Przyznam się, że jednak wstyd mi o tym przypominać.

Kidriv

Doda i teologia

Doda udzieliła "Dziennikowi" bardzo interesującego wywiadu o tematyce biblijnej, z którego dowiedzieć się można m.in., że Ewangeliści pili i ćpali, a Biblia jest stekiem bzdur, ponieważ nie ma w niej dinozaurów. Jak widać nasza największa gwiazda wzniosła się w rzeczonym wywiadzie na wyżyny swojego intelektu. Szefowie MENSY muszą być z niej dumni, a jeszcze bardziej dumny musi być jej nowy chłopiec. Przesławny Nergal. Tak, to ten, który ten stek bzdur podarł na jednym ze swoich koncertów. [Żeby nie było, nie jestem przeciwnikiem muzyki, jaką wykonuje, a jego zespół, czyli Behemot, nawet lubię]


Niestety, zapuszczając się w rejony archeologii, historii i teologii, Doda z całą pewnością wykroczyła poza swoje kompetencje. Ona jest przecież ekspertem od "zajebistości" i w tym - każdy się zgodzi - jest zajebista. Tak, czy owak, problem który poruszyła, mówiąc o braku dinozaurów w Biblii nie jest tak idiotyczny, jakby się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Dla teologów różnej maści wyznań określenie tego, co stanowi przekaz dosłowny Pisma Św., a co jest jedynie pewną metaforą, czy też przypowieścią, stanowi od zawsze duży problem. Ci, którzy Pismo Św. interpretują literalnie, są zagorzałymi przeciwnikami teorii ewolucji, ci zaś którzy starają się wniknąć w jego prawdziwe znaczenie, na rzeczoną teorią patrzą przychylniejszym okiem. Wulgarna Doda nie należy do żadnej z tych grup. Ona, wraz z Nergalem, należy do grupy ludzi, których niektórzy zwykli nazywać idiotami. Nie wiedzą zbyt wiele o świecie (zaraz mi ktoś wypomni, że Darski studiował historię, a ja zapytam, czy to aby nie świadczy źle o jakości nauczania na tym kierunku?), a ich struktura myślenia przypomina maszynerię, do uruchomienia której potrzeba tylko jednego przycisku - z napisem "skandal". Po naciśnięciu go, zaczynają o świecie bardzo dużo mówić.

"Myślenie skandalowe" bardzo często przez swoją płytkość jest także myśleniem skandalicznym, a więc w zasadzie niemyśleniem. Jest po prostu, jako się rzekło, mechanizmem, schematem do produkcji określonych zachowań. Z reguły - skandalicznych. Ludzie, którzy posiadają w mózgu taką maszynkę, mają w nosie tzw. prawdę. Bo prawda z reguły nie jest skandaliczna, jest zaś cicha i prosta, jest zawstydzająca. Doda i Nergal, a także 90% person ze środowiska polskiego showbiznesu, wstydzą się tak bardzo, że nigdy nie pozwolą by to ona zatryumowała.


wtorek, 4 sierpnia 2009

Życie na kredycie (krótka obserwacja)

Pudelek.pl, na który, o zgrozo!, tak często się Zazajana powołuje, donosi, że gwiazdy (i rodzime i hollywoodzkie) mają problemy ze spłatą kredytów. Chodzi o grube pieniądze - hipoteki na zakup domów najczęściej. Co w tym niezwykłego? Ano, to że - skoro już wiadomo, że gwiazdy od zwykłych śmiertelników nie różnią się niczym, poza tym, że zwykli śmiertelnicy starają się je naśladować - społeczeństwa żyją ponad stad. Ja sam na zakup mieszkania wziąłem kredyt, podczas gdy powinno być tak, że kupuję je za własne, a nie bankowe pieniądze. Stąd właśnie kryzys - z naszej krótkowzroczności, czyli wygodnictwa. Bo to, na czym teraz się wygodnie siedzi, będzie nas potem srogo kłuć w dupy. Akurat ja - jeśli Bóg pozwoli - ze spłata kredytu problemów miał nie będę. Ale reszta? Gwiazdy i zwykli ludzie? Oni - za wyjątkiem garstki rozsądnych - będą. Nawet kiedy kryzys się skończy. Kiedy wreszcie - i to pytanie-apel także do samego siebie - wrócimy do zdrowego modelu oszczędzania i wydawania tyle, ile mamy i tego, co mamy? Oby jak najprędzej.

Wiem, że wnioski to trywialne, ale ich powtarzanie, jak widać, nie przyniosło jeszcze efektu. Więc trzeba próbować.

Sted

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Sylwester z dupą

Czas najwyższy przyznać, że polski rynek działa znakomicie. Przepędza gamoni i niedojdy z oczu tłumów dokładnie wtedy, kiedy trzeba. Innymi słowy – wie, kiedy przestać.

Jestem daleki od przewidywania końca pewnych norm ustalonych we współczesnej muzyce. Wieszczyć ludziom koniec czegokolwiek (o, świata na przykład) obecnie można jedynie w kinematografii (swoją drogą z miernym skutkiem – patrz film ‘2012’). Uspokajam więc wszelkich malkonentów potencjalnych – nie będzie dziś przemądrzałych dywagacji. Będą zaś suche fakty i komentarz adekwatny do sytuacji.

Istnieje w internecie strona o adresie www.pudelek.pl Wszyscy wiemy, na czym się opiera jej działalność. Na plotce. Popularny to serwis – każdy mniej lub bardziej świadomie łasy jest na wzloty i upadki tych i owych. Wspólnie więc robimy nagonkę na Nergala, lidera zespołu Behemoth, ze względu na jego romans z kiczowatą i cukierową Dorotą Rabczewską. Niedowierzamy informacji na temat odwołania koncertu Britney Spears w Polsce. Szydzimy z wygórowanego ego wokalisty zespołu Feel, trzymającego wysoki poziom mimo spadku w notowaniach list przebojów. Czysty przykład robienia dobrej miny do złej gry. Piotr Kupicha cieszy się dumnie z platynowej, czy tam złotej płyty już w dniu premiery najnowszego krążka. Kupicha zgarnął "platynę" na podstawie szacowanej liczby kopii, które powędrowały do sklepów. Czy ktoś je kupi, czy będą jednak zalegały na półkch i w konsekwencji wylądują w Tesco za 4,99? Ta sprawa nie obchodzi już nikogo. A powinna, Panie Kupicha, powinna, bo potem jest zdziwienie i konsternacja, że pustki na koncert i trza odwoływać.

Innymi słowy – biznes robi swoje na przekór zainteresowaniu od strony najważniejszej, czyli ludzkiej. Feel stacza się do roli gwiazd tabloidów, niwelując przy tym obecność swojej muzyki w mediach do minimum, którym charakteryzują się wykonawcy wręcz undergroundowi. Tymczasem underground ma się coraz lepiej. Milionów dolarów na koncie może nie widać, puszczania w nonMTV też nie sposób uświadczyć... I dobrze, gdyż wykonawcy niszowi stawiają raczej (to słowo ‘raczej’ jest bardzo istotne) na profesjonalizm zarówno koncertowy, jak i marketingowy. Nie ma w nim miejsca na wywiady dotyczące prywatnego życia w "Vivie", ani na sesje zdjęciowe nad grobem ojca również w "Vivie", ani tym bardziej na dołączanie swoich wydanych na szybciutko płyt z przeróbkami kolęd - także, oczywiście, w "Vivie". Tak dzieje się na przekór wszystkim w polskim biznesie. Gwarantuję Państwu, że skończy tak każdy sprzedajno-popowo-nijaki wykonawca, jeśli nie będzie miał ciut oleju w głowie i nie zboczy z kierunku oznaczonego etykietą ‘wykonawca=produkt służący dowartościowaniu się gawiedzi”. Proszę brać przykład z Gabriela Fleszara, który słusznie przeniósł się na przysłowiową ‘ulicę’, na której lepiej mu się wiedzie, bo komercyjny hit, którego nazwa chwilowo wyleciała mi z głowy, nie przyniósł mu zlota.

Rynek jednak wciąż się kręci, dzięki Pudelkowi, szmatławcom, wielkim koncertom i Eurowizji. A niech się kręci! Prawdziwych artystów nic to nie obchodzi. Większość polskich wykonawców nie ma chyba aż tak niskich ambicji, że ich realizację zapewnia im wegetacja na Sylwestrze z Jedynką. Tego się trzymam i ja – Kidriv Muzykant. Dowidzenia.

PS Nie bójcie się – przejdźcie się na kilka koncertów niereklamowanych w telewizji publicznej. Się możecie zdziwić mile.